„obojętność... i żadnych gwarancji W tej świeżej zieleni, wśród liści rzucających chłodny cień, w wilgotnej korze, w smugach słońca, wszędzie się mrowią milionowe kombinacje przypadków — w tym Odwiecznym i Prapowtarzalnym miliardy istnień giną lub ocalają się bez sensu i racji I ja w to zamieszany Czułem coś w rodzaju bólu serca, to było pierwsze zerwanie, rozejście się — były to również chwile nienawiści. Zostałem oszukany gdzie racjonalna etyka, gdzie przyczyny i cele gdzie możliwości przewidywań i decyzji A prawo narodów i poglądy mego dziadka Wtedy, na rogu Narbutta, po moim długim sprincie w kierunku Rakowieckiej, kiedy mnie dogonili i powalili jednym ciosem w skroń, a potem założyli kajdanki, nie byłem bardzo zdziwiony.
— kto i kiedy ocenił nasze wyjście z wojny Ocaliłem się przypadkiem, inni ginęli przypadkiem, nawet nie umiałem się cieszyć tą brudną łaską losu. Wyszedłem z wojny jak z nory zabitej deskami, śnił mi się wagon, klatka śmierdząca krwią, i jeśli dalej miałem, złudzenia, to już nie w stosunku do życia, lecz wyłącznie na temat praw. Wielkich i prostych — wyrytych na tablicach w kształcie bram. Unicestwić przypadek, rozbić to ciemne jądro niesprawiedliwości, poddać je uniwersalnym konstrukcjom — spreparować los, żeby się sam uzasadniał — oczyścić rzeczywistość —“(9)
Porcelana ręcznie malowana |tanie opony |karma dla psa