„0, lecz ludzi ci byli prawdziwi, bez wątpienia. Przechadzali się dokoła, rozmawiali, mieli na sobie suknie, niektórzy kasłali, że się rozlegało daleko. Niektórzy chudzi byli, jak widma i nie wolno im było pracować cieleśnie, lecz musieli siedzieć spokojnie w słońcu, inni mordowali się wysoko na górze nad czemś w rodzaju maszyny, zwanej „próbą siły", w celu wyzbycia się tłuszczu. Wszyscy oni cierpieli na to lub owo, lecz Bóg podzielił cierpienia między nich. Najgorzej było z nerwowochorymi, mieli oni wszystkie choroby między niebem i ziemią naraz j należało przemawiać do nich, jakby do dzieci. Weźmy naprzykład panią Ruben, była ona tak szeroka, że z trudnością przejść mogła przez drzwi do swego pokoju, ale nikomu tego za złe nie brała, gdy omawiano jej objętość jako normalną, tak, gdy wprost zaprzeczano, jakoby wogóle miała tuszę — nie, uśmiechała się tylko dg tego i zachowywała uprzejmie, lecz mech tylko doktór zechciał wątpić o jej bezsenności, lub dotknął żarcikiem jej nerwów, stawała się wtedy wściekłą i oczy jej płonęły. Pewnego dnia doktór nadmienił mimochodem — Zadziwiające, jak się tu pani poprawiła, pani Ruben, nic już teraz pani nie brakuje! — Pani Ruben nie odpowiedziała, lecz splunęła za doktorem i odeszła w swoją stronę.“(14)
Latarki |